"Biały plac"
autor: Tomasz Sokołowski
W otępieniu w przede dniu snów
na placu wielkim my tacy znikomi
patrzymy w ten płomień niechcianych
co spada na kamień niby śnieg
jak wznosi się wolno by upaść znów
i spada tak szybko w cyklu słów
jęk świateł
zapomnienia blask
Płonące hełmy na wietrze
w szaleństwie dusi się chwila
kamienie spadają
ucieczki nie ma już
Nie ma już marzeń
i snu
i snów
bezpieczeństwa
Buty wbijają nas w dół
w dół
a dół się powiększa
i wyjścia nie ma
bo świat to dół
Toniemy znów
w wołaniu niemym
toniemy znów
wypluwam błoto z ust
toniemy znów
dławimy się
siłą
oszustwem
kłamstwami
spadających głów
Nikt nie ocali nas...
... jak nie my sami
Płonące hełmy na wietrze
w szaleństwie dusi się chwila
okrzyki spadają
ucieczki nie ma już
siła
ucieczki nie ma już
przemoc
ucieczki nie ma już
nie ma już...
Wszystkie prawa do zamieszczonych na tej stronie tekstów, muzyki oraz zdjęć i grafik są zastrzeżone. Copyright © by Tomasz Sokołowski